"Na czym polega sztuka konserwacji eksponatów muzealnych?"
 

Rozmowa z konserwatorem dzieł sztuki
Renatą Szelwach

Pracuję w muzeum na stanowisku konserwatora dzieł sztuki, odbywając tym samym staż, konieczny do podjęcia samodzielnej pracy. Moja praca trwa od sierpnia 2002r. i potrwa przypuszczalnie do lipca br. W czerwcu 2002r. zdobyłam tytuł magistra, ukończywszy 6-letnie studia z zakresu konserwacji i restauracji malarstwa i rzeźby polichromowanej.

Praca konserwatora polega, najprościej rzecz ujmując, na ratowaniu zabytków, w moim przypadku – malarstwa, rzeźb, rzemiosła artystycznego. Praca nad większością obiektów jest bardzo czasochłonna i błędem może być ocenianie jej pod względem ilościowym a nie jakościowym. Na szybkość przeprowadzenia konserwacji danego obiektu, oprócz gabarytów, ma jego stan zachowania, który zwykle łączy się z jego wiekiem. Jednak nie zawsze. Ogromne ilości bezcennych dzieł są narażone nie tylko na działanie czasu czy bezmyślnego wandalizmu, ale zjawisk o wiele niebezpieczniejszych – żywiołów (pożary, powodzie). To właśnie powódź w 1997r. poważnie uszkodziła ogromną ilość obiektów, przechowywanych w magazynach Nyskiego muzeum. Prace, mające na celu uratowanie tych przedmiotów (niektóre liczą sobie po kilkaset lat), trwają do dziś i z pewnością długo jeszcze potrwają. Do tych poszkodowanych obiektów należy podchodzić ze szczególną ostrożnością, gdyż jeden fałszywy ruch może spowodować np. odpadnięcie połowy polichromii, odspojonej wskutek niszczycielskiego działania wody.

Czy moja praca jest nudna? Zdecydowanie nie, jest fascynująca! Z pełną świadomością mogę rzec, że odnalazłam swoje powołanie. Bez odpowiedniego zamiłowania byłaby ona nieznośna. Kontakt z kancerogennymi chemikaliami, wszędzie czającymi się grzybami i drewnojadami, kilkugodzinne siedzenie w jednej pozycji z oczami utkwionymi w ten sam punkt z pewnością odstraszyłoby wszystkich niezdecydowanych.

Wbrew pozorom w obiekcie wiele się dzieje, co prawda w mikroskali, ale wiele... Ponadto wymagane indywidualne podejście do każdego przedmiotu nie pozwała wpaść w rutynę.

Praca konserwatora to także konserwacja malowideł ściennych, dostarczająca zupełnie innej problematyki i w znacznie większym wymiarze. Jedynie etyka, uczciwość wobec zniszczonego dzieła pozostaje ta sama. Zamiłowania do sztuki miałam już od dziecka, dlatego poszłam do liceum plastycznego, a później trafiłam na wydział konserwacji w Toruniu.

Moją drugą pasją jest muzyka tj. gra na fortepianie i śpiew. Kształciłam się na dziełach muzyki klasycznej, ale obecnie lubię także jazz i wszelkie jego odmiany. Jeśli zaś chodzi o muzykę współczesną to zdecydowania nie jest mi bliska.

Jak potoczyłoby się moje życie, gdybym nie wybrała tej drogi, po której stąpam?  Na pewno związałabym się właśnie z muzyką.

Z braku  czasu trudno było i jest mi łączyć te dwie ulubione dziedziny sztuki. Proces szybkiego i koniecznego zerwania z muzyką nastąpił na studiach, które okazały się bardzo absorbujące.

W jaki sposób zachęciłabym wszystkich do odwiedzania muzeum. Po pierwsze, i może to zabrzmieć brutalnie, jest dla mnie pewną ułomnością omijanie wielkim łukiem gmachu muzeum we własnym mieście, myśląc „czymże może mnie ono zainteresować”. Odpowiem „przyjdź i zobacz”. Może to wystarczy, ale jeszcze lepiej byłoby przyjść ze świadomością, że wszelki kontakt ze sztuką uwrażliwia, czyniąc człowieka tak bardzo różnym od zwierząt. Trzeba też chyba podejść do tego z otwartym sercem. Trzeba chcieć  zrozumieć sztukę, poświecić jej swój czas. Można to robić metodycznie zaczynając od poznawania dzieł „przedstawiających” (w odróżnieniu od sztuki nieprzedstawiającej, ściśle niefiguratywnej czyli abstrakcyjnej), zgromadzonych na dwóch piętrach Nyskiego muzeum. Jest to tzw. ekspozycja stała, zawierająca dzieła sztuki sakralnej i świeckiej od gotyku po wiek XIX. Oswojenie się ze zbiorami przygotuje i zachęci do uczestnictwa w odbywających się często wernisażach wystaw czasowych, połączonych zwykle z koncertami. Wystawy te prezentują w większości dzieła współczesnych artystów, które nie łatwo trafiają do odbiorcy, stąd wspomniana konieczność przygotowania.

Należy tu również zaznaczyć, że sztuki plastyczne nie są wbrew opinii wielu oderwane od realnego życia. Ściśle łączyły się one z historią, religią, mitologią, pomagając wyobrazić sobie tysiące zdarzeń z przeszłości.

Życie bez sztuki? Nie wyobrażam sobie takiego.

Myślę, że muzeum nie jest oblegane przez rzesze zwiedzających tylko dlatego, że ma silną konkurencję: telewizja, Internet, gry komputerowe - rozrywki pochłaniające czas i pieniądze, o wiele łatwiej rozumiane, szybciej „trafiające”. Człowiek nastawia się na łatwy odbiór nic z siebie nie dając. Przy takiej postawie, wynikającej potem z przyzwyczajenia każde, nawet najznakomitsze dzieło sztuki pozostanie nieme.

Zachęcam więc do odwiedzenia Muzeum i minimalnego wysiłku intelektualnego zapewniając, że jego drzwi zawsze stoją otworem, a wspaniałe dzieła oczekują zachwytu i zrozumienia. Jedynie drzwi pracowni konserwatorskiej są zamknięte przed zwiedzającymi, chyba że na specjalną prośbę i za pozwoleniem...

 

Rozmawiały: Anna Drozd i Katarzyna Gucwa - lipiec 2002r.